Dla każdego piłkarza największym marzeniem jest udział w Mistrzostwach Świata. Niezwykłe i niepowtarzalne przeżycie, stanowi powód do niemałej dumy nawet długo po zakończeniu kariery. Jeżeli jednak występuje się aż na czterech mundialach z rzędu, jest to coś wręcz niebywałego i świadczy to o ogromnej klasie danego gracza. I my, Polacy, nota bene mamy we własnej historii futbolu personę, która może chlubić się takimi dokonaniami. Jest nią – rzecz jasna – Władysław Żmuda.
55-letni dziś Żmuda piłkarską karierę rozpoczynał w Motorze Lublin i tam miało również początek pasmo jego sukcesów. W 1971 roku wraz z drużyną juniorów zdobył mistrzostwo kraju. Wówczas młodym stoperem zainteresowała się Gwardia Warszawa i niedługo potem, dokładnie w roku 1972, podpisał kontrakt z pierwszoligowcem. Na swoje pierwsze Mistrzostwa Świata (RFN 1974) pojechał jako piłkarz stołecznego klubu, ale na odbywającej się w Zachodnich Niemczech imprezie zaprezentował się wyśmienicie i po turnieju, który przyniósł Polsce pierwszy mundialowi medal, zmienił barwy klubowe. Nowym pracodawcą utalentowanego stopera został Śląsk Wrocław.
Zwieńczeniem krajowego etapu kariery Żmudy był Widzew Łódź. Do transferu doszło w 1980 roku. I tu, podobnie jak we wszystkich wcześniejszych zespołach, miał pewne, niepodważalne miejsce w podstawowym składzie. Mundial w Hiszpanii poprzedzony był nieudanym występem w Argentynie. Dojście „zaledwie” do ćwierćfinału powszechnie uznano za klęskę, a pracę stracił dotychczasowy selekcjoner biało-czerwonych, Jacek Gmoch. Wracając do mistrzostw na Półwyspie Iberyjskim – Żmuda grał we wszystkich spotkaniach podczas czempionatu i walnie przyczynił się do zajęcia trzeciego miejsca wśród najlepszych drużyn narodowych świata. Polska przeżywała wtedy najwspanialsze momenty w swojej historii – dwa srebrne medale [przyznawane za trzecie miejsca – przyp. red.] zdobyte w mistrzostwach globu, złoto i srebro (za pierwsze i drugie miejsce) wywalczone na Igrzyskach Olimpijskich odpowiednio w Monachium (1972) i Montrealu (1976). Na chwilę obecną, nawiązanie do tamtych sukcesów lat 70. i początku 80. wydaje się utopią.











